Patrząc wstecz na poprzedni sezon Martina Vinara

Sezon triathlonowy przeszedł do drugiej połowy, więc czas napisać, jak sobie radziłem…

Zacząłem sezon od dwóch szczytów, eXtrem triathlon Austria i Winterman. Kilka innych ras, głównie biegowych, miało mieć tylko dodatkową formę. Niestety w lutym skręciłem kostkę i spowodowałem zerwanie więzadeł przedonalnych i przestałem działać przez ponad dwa miesiące. Na szczęście okrążenie i część treningu pływackiego nie stanowiły zagrożenia (z wyjątkiem treningu nóg), ale musiałem przemyśleć kilka planów. Pierwszym wyścigiem był Mnichovohradišťská 25 - piękny wyścig drogowy, w którym byłem w zeszłym roku, aw tym roku, nawet po nieudanej próbie przełajowej, poprawiłem czas o ponad 3 minuty i ukończyłem na czwartym miejscu. Kolejnym wyścigiem, który wziąłem jako przygotowania, był wyścig triathlonowy Xterra Ostrov, w ramach mojego pracodawcy i jednostek IRS. Xterra to triathlon na krótkich dystansach, dwa aspekty, które przemawiały przeciwko mnie.

Udało mi się jednak zdobyć dwa trzecie miejsca i pierwsze podium tego roku w pokonanej konkurencji. Pod koniec czerwca pierwszy szczyt sezonu przypadł pod Austria Extreme Triathlon, gdzie pojechałem z wielkimi ambicjami, ale nie należy go wyprzedzać. Po tradycyjnie gorszym pływaniu (87 miejsce), zacząłem swój pagórkowaty myśliwiec i dotarłem po 180 km okrążenia i 3950 metrów jako 17 absolutnie 17. Wyruszyłem na trasę biegową. Podczas pierwszych 3 km przebiegłem jeszcze dwóch zawodników, a potem popełniłem fatalny błąd - źle uniknąłem oznaczeń i przebiegłem kolejne 5 km. Tymczasem zrzuciłem 5 miejsc w klasyfikacji generalnej i chcąc odzyskać pozycję, wybrałem szybsze tempo, które pod koniec pagórkowatego maratonu odpierało. W końcu ukończyłem linię mety na 22. miejscu - dla mnie duże rozczarowanie, ale cieszę się, że ukończyłem ten trudny wyścig. Na początku lipca znów doznała kontuzji kostki, więc zamówiłem u mojego trenera tylko lżejsze treningi i więcej regeneracji w spodniach ciśnieniowych. Wiedziałem, że chcę jechać na Mistrzostwa Węgier w Nagyt, opłata za wstęp została już uiszczona, więc przygotowywałem się do gładkiego Ironmana, aż do ostatniej chwili nie wiedziałem, czy pójdę na nogę, czasem zły… Extrememan Nagyat.

Na początku kompletny szczyt Węgier, tj. Około 15 w pełni profesjonalnych triathlonistów, legendarny Petr Vabroušek i kilku innych facetów, którzy mówią, że pan ma 9 godzin ... Poranek wstawanie i ruszanie na start było znacznie przyjemniejsze niż ekstremalny triathlon, wstawanie na długi triathlon o 5: 00 To sen. Wiedziałem, że pływanie będzie bez neoprenu i nie ukryłem strachu. Dwa obwody o długości 1900 metrów pływały w wodzie o temperaturze 28 stopni Celsjusza. Pierwsze 500 metrów było w porządku, osiemdziesiąt pięćdziesiąt par rąk i stóp uwolnionych przez łuk startowy ma adrenalinę. Przepłynąłem pierwsze okrążenie bardziej, niż myślałem, ale na drugim okrążeniu prawdopodobnie ciągnąłem nogi i czułem, że się cofam. Stopniowo wpadłem w panikę i zacząłem panikować, co wkrótce się skończyło, wybrałem inny styl pływania i zacząłem wracać do grupy. Po wyjściu z wody (absolutnie 357), trochę sceptycyzmu w magazynie, ale wszystko się udało.

Wreszcie, moja dyscyplina - rower, podążałem za radą trenera i nadepnąłem na określone wyniki, regularnie piłem i odświeżałem. Temperatura odcinka rowerowego wynosiła już ponad 40 stopni, aw połączeniu z wiatrem istniały miejsca, o których myślałeś, że zmierzasz z piecem na gorące powietrze. Okazało się, że ekstremalne warunki pogodowe chyba mi pasują - z czasem 5 godzin i 3 minutami na 180 km jazdy rowerem ruszyłem znacząco do przodu (36. czas absolutnie 6. w kategorii wiekowej). Ale to nie był koniec tego ironicznego piekła i koncertu mojego ciała i głowy.

Maraton biegłem w 3 godziny 32 minuty (18 razy absolutnie i 4 w kategorii wiekowej). Metę przeciąłem w 10 h 22 min (36. miejsce i 6. miejsce w AG) - uważam Węgry za jeden z największych sukcesów tego roku. W okresie przygotowawczym ukończyłem dwa mini-obozy na Morawach, dwa mini-obozy w Mladějovie i jeden obóz drużynowy z trenerem Tomášem Miką na trening Miki. Ogólnie trenowałem przez 450 godzin. W tym tygodniu biegam po tamach. 100 km to mój cel w przygotowaniach do Ultra man Czech 515 (10 km pływania - 421 km roweru - 84,4 km biegu) i kolejnego Wintermana.

W sobotę 24.8.2019 zorganizowałem bieg dla wszystkich wokół zapór Jablonec, jabłoni w ruchu. Główną ideą tego projektu, który przyszedł mi do głowy podczas jednej z sesji cross-country, było podniesienie jabłoni i sprowokowanie ich do pracy. Warunkiem było przebiegnięcie lub ominięcie co najmniej jednego obwodu wokół zapór (5,2 km). Dla mnie było to wyzwanie, a jednocześnie przygotowanie do najcięższego triathlonu, który w tym roku mam ULTRA 515 CZECH (10 km pływania / 421 km roweru / 84,4 km biegu).

Ponieważ wymagam od siebie i chcę mieć wszystko, jak bym sobie wyobrażał, nie chciałem pozbawiać jabłoni magii „wyścigów” z napojami i udogodnieniami. Jednocześnie chciałem przybliżyć atmosferę wyścigów nawet osobom, które nie lubią ścigać się, więc wolą nie iść i siedzieć w domu. Przez jakiś czas ten pomysł dojrzał, jak o tym myśleć, dopóki nie przypomniałem sobie „królowej hulajnogi” :-). Rozpoczęcie biegu głównego na 100 km o 9:00 nie będzie ograniczone kilometrami, a dla przybywających rozpocznij cały dzień w zależności od nastroju i smaku.

Było dla mnie jasne, że nie jestem w stanie zorganizować i zorganizować tego wszystkiego sam, więc cieszę się, że przyjaciele, którzy przybyli, by dręczyć ciała pod moim przywództwem, chętnie dołączyli. Bardzo dziękuję wam, partnerom, którzy towarzyszą mi przez cały sezon lub wspierają tylko to wydarzenie. Chciałbym podziękować wszystkim właścicielom, którzy nam pomogli. Projekt KB z dużymi banerami promocyjnymi, Geoprint dla materiałów drukowanych, USN CZ dla napojów jonowych, handel AVIS na kubki, beczki itp.

Cycology and Eat me box do wsparcia przez cały rok. Ponadto Team Puzzle 2015 i Tomas Racek dla ULTRA 515 CZECH za wypożyczone obiekty, a także właściciele gin baru Base i Jungle za atmosferę i przestrzeń, którą przygotowali na wydarzenie. Jednak największe podziękowania należą się ludziom, którzy wstali i pobiegli, okrążyliśmy tamy 490 km, zainteresowaliśmy się mediami, więc data na przyszły rok jest już nie tylko w głowie, ale także w kalendarzu :-). 22.8.2020.

Śledź Martina na Facebooku i Instagramie !

Dyskusja
Masz pytanie? Interesuje Cię konkretny detal? Zapytaj nas.
Zadaj pytanie
Nowe pytanie
Twój login:
Twój e-mail:
(e-mail nie będzie widoczny)
Nagłówek:
Wiadomość:
Twój login:
Twój e-mail:
(e-mail nie będzie widoczny)
Wiadomość: